If I were a boy…

Styczeń 7th, 2010

Nie wiem czy wiecie, że istnieje specjalistyczne Forum Telenowel, na którym można sobie pogadać na wiele ciekawych tematów. Między innymi mężczyźni (?*) rozprawiali o tym, co by zrobili, gdyby stali się kobietami. Pomysłów było sporo. Na przykład pewien pan napisał, że ciągle chodziłby w szpilkach, inny z kolei, że ciągle oglądałby siebie nago. Był też wpis ” pokazałabym tym wszystkim „sexi-lejdis” w szkole, jak się robi makijaż, i jak się modnie ubrać bez idiotycznych złotych butów, złotych pasków, złotych kurtek i złotych torebek„. Było jeszcze kilka innych wyznań, ale żaden facet nie napisał, że chciałby dowiedzieć się, jak to jest mieć okres, skurcze macicy albo urodzić dziecko… bez znieczulenia, w całkowicie naturalny sposób. No jasne, bo kto by chciał, nie?

Tak sobie pomyślałam, że gdybym ja była facetem, to nie gapiłabym się w lustrze na swoje genitalia, nie chodziłabym w dziwnych trampkach i nie pokazywałabym kolesiom, że chodzenie w białych skarpetach do sandałów jest zdecydowanie niefajne, tak samo jak brud za paznokciami. Nuda. Jakbym miała być facetem przez jeden dzień to…

…obudziły by mnie gorące usta i łiski na lodzie. Prysznic, misterne ułożenie włosów za pomocą ręki, zero golenia – kilkudniowy zarost i dizajn na Hanka Mudiego byłyby moimi znakami rozpoznawczymi. Ponieważ miałabym nienormowany czas pracy, po porannych ablucjach wpadłabym do mojego kumpla rockmana, pobrzdąkałabym na jego gitarce wychylając przy okazji kilka wódek z sokiem, wszak trzeba dostarczać witaminy do organizmu. W między czasie zjawiłyby się „koleżanki” i tak czas zleciałby nam do popołudnia. W porze lanczowej wpadłabym do firmy, a stwierdziwszy, że jest pora lanczowa wypadłabym z firmy na lancz. Przy podwieczorku, na który składałaby się wódka z sokiem, sprawdziłabym pocztę, red tuba i fejsbuka, co by mieć o czym z kumplami pogadać wieczorem w barze. W tymże barze poznałabym Anię, czy inną Mariolę, zabrałabym ją do domu i po dwóch godzinach klepnięciem w tyłek oznajmiłabym jej, że taksówka czeka. Na koniec wódka z sokiem, papieros, drapu drapu po jajkach, głośny bąk, ząbki, paciorek i spać…

… największą jednak radochę miałabym prawdopodobnie z sikania na stojącą i nie wykluczone, że jeśli natura by mi pozwoliła, robiłabym to cały dzień.


* jeśli ktoś, kto ma męsko brzmiący nick a przy nim zdjęcie brazylijskiej aktorki, to jeszcze facet, czy już baba?

  • Share/Bookmark

Próżność spartańskiej kobiety.

Styczeń 4th, 2010

Plan jest taki, że odrzucam od siebie wszystkie plany i zaczynam życie od nowa… czyli mniej więcej, jak co tydzień, z tą różnicą, że teraz to już na pewno i na dwieście procent.

Zapisałam się na fitness,  bo postanowiłam, że będę piękna. Tym, którzy mnie nie znają pragnę uświadomić, że dotychczas jeśli o sport chodzi preferowałam tylko podnoszenie półlitrowego kufla, ewentualnie butelki. Efekty uprawiania tego sportu są dwa:  po pierwsze poszła plotka, że jestem w ciąży, po drugie biceps prawej ręki jest dwukrotnie większy niż lewej. W związku z tym, że tego typu efekty mnie nie satysfakcjonują, zakupiłam karnecik do „klubu tylko dla lasek” szczerze wierząc iż wydane pieniądze zmobilizują mnie do regularnych treningów. Nad biurkiem zaś przywiesiłam sobie plan zajęć, na którym różowym zakreślaczem zaznaczyłam zajęcia, na które potencjalnie będę chodzić, bo ładnie się nazywają.

Po pierwszych zajęciach, które w moim prywatnym żargonie noszą nazwę „Nie Dla Miękkich Wafli”, byłam zmuszona zadzwonić po Krzysztofa i prosić go, by zawiózł moje zwłoki do domu. Na drugi dzień chciałam poprawić słabe wrażenie, które zrobiłam dnia poprzedniego i polazłam na coś, co według opisu miało być proste. Wyszłam godzinę wcześniej, żeby się nie spóźnić, ale baba z kiosku musiała „udać się na siusiu” akurat w czasie, gdy chciałam kupić bilet. W związku z czym uciekły mi wszystkie tramwaje, jakby chciały powiedzieć „ej mała, my też mamy cię w dupie”. Nie dałam za wygraną. Polazłam piechotą. Straciłam przy tym 90% energii przeznaczonej na podwójne hipy i step tacze, ale dałam radę. Wytrzymałam całą godzinę i nie wymiękłam.

W końcu jestem spartańską kobietą, co nie?

  • Share/Bookmark

O obietnicach i noworocznych postanowieniach

Styczeń 2nd, 2010

Podobno jest tak, że postanowienia wypowiedziane w myślach się nie liczą. A to dlatego, że nikt, oprócz osoby postanawiającej, nie słyszał o postanowieniu, więc nie ma siły, by zweryfikować, czy postanowione postanowienie zostało zrealizowane. Dlatego, jeśli ktoś naprawdę chce, aby postanowienie doczekało się szczęśliwego finału, powinien wypowiedzieć je głośno, najlepiej w obecności ludzi, którzy nie zapomną o postanowieniu i będą konsekwentnie sprawdzać, czy osoba postanawiająca nie oszukuje. O mocy głośnego wypowiadania postanowień powiedziała niedawno pewna pani psycholog w Faktach tefałenu i ja jej wierzę.

Zatem postanawiam i obiecuję, że nie będę spożywać alkoholu…

… w dużych ilościach.

Amen.

  • Share/Bookmark

Ewa Wyrwał może się schować!

Grudzień 27th, 2009

Trzeba Wam wiedzieć, Moi Drodzy, że na poprawinach u Niuńków, gdyż z tej właśnie imprezy pochodzi to zdjęcie (by Zamek), nie byłam hostessą reklamującą czerwoną Warkę. W tamtych okolicznościach trunku tego reklamować nie trzeba było, a fotka ta jest wyrazem mojej radości z powodu tego, że i mnie udało się chwycić puszeczkę i złagodzić globusa (no, bo przecież nikt nie miał kaca, to chyba oczywiste).

Fotka ta w dzisiejszym dniu pojawia się nie bez powodu. Wszak właśnie konsumuję.

MERRY WARKA CZERWONA AND HAPPY NEW BEER!

  • Share/Bookmark

Krótka notatka o sprawach bieżących…

Grudzień 15th, 2009

Katarzyna Skrzynecka pochwaliła się dzisiaj, że schudła 7 kilo w 6 tygodni. Ale, że to i tak bez szału, bo można nawet 11. I że to naprawdę nie jest trudne. No dobra. Plan jest taki, że 24 stycznia będę wyglądać, jak młoda łania kerynejska.

Jeśli Królowa Pasztetów mogła, to ja chyba też, nie?

  • Share/Bookmark