Archive for the ‘Blog’ Category

Droga, czyli sen…

wtorek, Styczeń 12th, 2010

Szłam.

W szarym podkoszulku szłam. Niespiesznie. Przez aleję zieloną. I pusto wokół mnie było i cisza. Cisza szła ze mną, nie było jej we mnie, ale była obok. Nie przestawałam, szłam przed siebie. We mnie emocje grały nieokiełznane, jak orkiestra bez dyrygenta. Chciały wydrzeć się na zewnątrz, ulecieć, lecz ciało moje było barierą nie do przebicia. Więc kotłowała się w środku mnie mieszanka strachu, gniewu, nieświadomości, podziwu, zmęczenia i czegoś, co budziło bezsilność. Pociągałam mnie ta mieszanka do tego stopnia, że nie mogłam przestać iść, mimo że czułam strach nie do opanowania. Nigdy bym nie przypuszczała, że mogę tak czuć.

I szłam. Szeroka aleja kojarzyła mi się z państwowymi ogródkami działkowymi, gdzie dziadek miał swoją małą działeczkę. Tam też była długa, szeroka żwirowa aleja. Dużo drzew i zieleni. Dużo przestrzeni. I staw, przy brzegu którego polowałam na żaby.

Ale szłam. Obok mnie dziewczyna w czerwonej koszulce, czarnych kręconych włosach, zebranych w kucyk. Czułam, że ją znam, ale była dla mnie bezimienna. Szła obok, bez słowa. I nie zdradzała żadnych emocji, szła, jakby wiedziała, co nas czeka. I ja też wiedziałam, ale myślałam, że to jeszcze nie teraz, że zanim dojdziemy, to jeszcze może się wszystko zmienić. Ona nie myślała, po prostu szła.

Więc ja też szłam. I z nami był chłopak w czarnej koszulce z aparatem. Też wiedział, po co idzie, lecz nie przerażało go to. Ciągle robił zdjęcia w taki sposób, jakby miały one być jego ostatnimi. Miałam rażenie, że także nie podzielał mojego strachu. Podziwiał piękno alei, którą szliśmy. Pomyślałam wtedy, że może oni mają rację, że może nie ma się czego bać.

No więc szłam. Szłam z nimi. Z dziewczyną w czerwonej bluzce i z chłopakiem, który ciągle robił zdjęcia.

I irytowało mnie, że oni nie czują, nie rozumieją, co się stanie. Nie rozumieją dlaczego idziemy właśnie tą, cholerną aleją. A już z oddali było widać cel. Mój strach doszedł do granicy krytycznej, kiedy nogi nie chciały już iść dalej. Kiedy pomyślałam sobie, że nie chcę zostać spakowana w worek po mące i spłonąć, że lepiej byłoby dostać kulkę w łeb i zginąć w miarę bezbolesny sposób. Lepiej byłoby za pomocą trucizny, niż w tym piecu…

- Ja chcę to wszystko odwołać, ja chcę to negocjować, ja chcę to przełożyć, ja chcę w inny sposób… na pewno nam pozwolą, w końcu co za różnica! – krzyczałam do dziewczyny w czerwonej koszulce i do chłopaka z aparatem.

Nie rozumieli mnie, a ja nie wiedziałam dlaczego…

  • Share/Bookmark

If I were a boy…

czwartek, Styczeń 7th, 2010

Nie wiem czy wiecie, że istnieje specjalistyczne Forum Telenowel, na którym można sobie pogadać na wiele ciekawych tematów. Między innymi mężczyźni (?*) rozprawiali o tym, co by zrobili, gdyby stali się kobietami. Pomysłów było sporo. Na przykład pewien pan napisał, że ciągle chodziłby w szpilkach, inny z kolei, że ciągle oglądałby siebie nago. Był też wpis ” pokazałabym tym wszystkim „sexi-lejdis” w szkole, jak się robi makijaż, i jak się modnie ubrać bez idiotycznych złotych butów, złotych pasków, złotych kurtek i złotych torebek„. Było jeszcze kilka innych wyznań, ale żaden facet nie napisał, że chciałby dowiedzieć się, jak to jest mieć okres, skurcze macicy albo urodzić dziecko… bez znieczulenia, w całkowicie naturalny sposób. No jasne, bo kto by chciał, nie?

Tak sobie pomyślałam, że gdybym ja była facetem, to nie gapiłabym się w lustrze na swoje genitalia, nie chodziłabym w dziwnych trampkach i nie pokazywałabym kolesiom, że chodzenie w białych skarpetach do sandałów jest zdecydowanie niefajne, tak samo jak brud za paznokciami. Nuda. Jakbym miała być facetem przez jeden dzień to…

…obudziły by mnie gorące usta i łiski na lodzie. Prysznic, misterne ułożenie włosów za pomocą ręki, zero golenia – kilkudniowy zarost i dizajn na Hanka Mudiego byłyby moimi znakami rozpoznawczymi. Ponieważ miałabym nienormowany czas pracy, po porannych ablucjach wpadłabym do mojego kumpla rockmana, pobrzdąkałabym na jego gitarce wychylając przy okazji kilka wódek z sokiem, wszak trzeba dostarczać witaminy do organizmu. W między czasie zjawiłyby się „koleżanki” i tak czas zleciałby nam do popołudnia. W porze lanczowej wpadłabym do firmy, a stwierdziwszy, że jest pora lanczowa wypadłabym z firmy na lancz. Przy podwieczorku, na który składałaby się wódka z sokiem, sprawdziłabym pocztę, red tuba i fejsbuka, co by mieć o czym z kumplami pogadać wieczorem w barze. W tymże barze poznałabym Anię, czy inną Mariolę, zabrałabym ją do domu i po dwóch godzinach klepnięciem w tyłek oznajmiłabym jej, że taksówka czeka. Na koniec wódka z sokiem, papieros, drapu drapu po jajkach, głośny bąk, ząbki, paciorek i spać…

… największą jednak radochę miałabym prawdopodobnie z sikania na stojącą i nie wykluczone, że jeśli natura by mi pozwoliła, robiłabym to cały dzień.


* jeśli ktoś, kto ma męsko brzmiący nick a przy nim zdjęcie brazylijskiej aktorki, to jeszcze facet, czy już baba?

  • Share/Bookmark

Próżność spartańskiej kobiety.

poniedziałek, Styczeń 4th, 2010

Plan jest taki, że odrzucam od siebie wszystkie plany i zaczynam życie od nowa… czyli mniej więcej, jak co tydzień, z tą różnicą, że teraz to już na pewno i na dwieście procent.

Zapisałam się na fitness,  bo postanowiłam, że będę piękna. Tym, którzy mnie nie znają pragnę uświadomić, że dotychczas jeśli o sport chodzi preferowałam tylko podnoszenie półlitrowego kufla, ewentualnie butelki. Efekty uprawiania tego sportu są dwa:  po pierwsze poszła plotka, że jestem w ciąży, po drugie biceps prawej ręki jest dwukrotnie większy niż lewej. W związku z tym, że tego typu efekty mnie nie satysfakcjonują, zakupiłam karnecik do „klubu tylko dla lasek” szczerze wierząc iż wydane pieniądze zmobilizują mnie do regularnych treningów. Nad biurkiem zaś przywiesiłam sobie plan zajęć, na którym różowym zakreślaczem zaznaczyłam zajęcia, na które potencjalnie będę chodzić, bo ładnie się nazywają.

Po pierwszych zajęciach, które w moim prywatnym żargonie noszą nazwę „Nie Dla Miękkich Wafli”, byłam zmuszona zadzwonić po Krzysztofa i prosić go, by zawiózł moje zwłoki do domu. Na drugi dzień chciałam poprawić słabe wrażenie, które zrobiłam dnia poprzedniego i polazłam na coś, co według opisu miało być proste. Wyszłam godzinę wcześniej, żeby się nie spóźnić, ale baba z kiosku musiała „udać się na siusiu” akurat w czasie, gdy chciałam kupić bilet. W związku z czym uciekły mi wszystkie tramwaje, jakby chciały powiedzieć „ej mała, my też mamy cię w dupie”. Nie dałam za wygraną. Polazłam piechotą. Straciłam przy tym 90% energii przeznaczonej na podwójne hipy i step tacze, ale dałam radę. Wytrzymałam całą godzinę i nie wymiękłam.

W końcu jestem spartańską kobietą, co nie?

  • Share/Bookmark

O obietnicach i noworocznych postanowieniach

sobota, Styczeń 2nd, 2010

Podobno jest tak, że postanowienia wypowiedziane w myślach się nie liczą. A to dlatego, że nikt, oprócz osoby postanawiającej, nie słyszał o postanowieniu, więc nie ma siły, by zweryfikować, czy postanowione postanowienie zostało zrealizowane. Dlatego, jeśli ktoś naprawdę chce, aby postanowienie doczekało się szczęśliwego finału, powinien wypowiedzieć je głośno, najlepiej w obecności ludzi, którzy nie zapomną o postanowieniu i będą konsekwentnie sprawdzać, czy osoba postanawiająca nie oszukuje. O mocy głośnego wypowiadania postanowień powiedziała niedawno pewna pani psycholog w Faktach tefałenu i ja jej wierzę.

Zatem postanawiam i obiecuję, że nie będę spożywać alkoholu…

… w dużych ilościach.

Amen.

  • Share/Bookmark

Ewa Wyrwał może się schować!

niedziela, Grudzień 27th, 2009

Trzeba Wam wiedzieć, Moi Drodzy, że na poprawinach u Niuńków, gdyż z tej właśnie imprezy pochodzi to zdjęcie (by Zamek), nie byłam hostessą reklamującą czerwoną Warkę. W tamtych okolicznościach trunku tego reklamować nie trzeba było, a fotka ta jest wyrazem mojej radości z powodu tego, że i mnie udało się chwycić puszeczkę i złagodzić globusa (no, bo przecież nikt nie miał kaca, to chyba oczywiste).

Fotka ta w dzisiejszym dniu pojawia się nie bez powodu. Wszak właśnie konsumuję.

MERRY WARKA CZERWONA AND HAPPY NEW BEER!

  • Share/Bookmark