Archive for the ‘Blog’ Category

„…przykumaj te kocie ruchy…”

piątek, Luty 5th, 2010

Proszę Państwa, oto Leonidas, w skrócie Leo, dla przyjaciół Leutek. Leutku przywitaj się z Państwem…


Pozazdrościłam rudomi.pl jej pięknych rudzielców Marchewki i Ryśka i też postanowiłam pochwalić się moim kocurkiem.

Zdjęcia zrobił Krzysztof.

  • Share/Bookmark

Onet pl (nie?!) dla idiotów

piątek, Styczeń 29th, 2010

Jeśli nie masz umierającego dziecka, lub nie umierasz sam, nie cierpisz na nieuleczalną przewlekłą chorobę, albo nie zmarła Ci ostatnio bliska osoba, to nie ma sensu, żebyś startował w konkursie Blog Roku, który organizuje portal Onet.pl.

Dlaczego? Sprawa jest absurdalnie prosta – tragedia najlepiej się sprzedaje. Widać to na przykładzie globalnym. Świat zwrócił pełne współczucia oczy na Haiti dopiero wtedy, gdy klęska żywiołowa praktycznie zrównała ten kraj z ziemią. Widać to również na naszym podwórku, widać to w polskiej blogosferze. W zeszłym roku najlepszym blogiem został uznany pamiętnik dziewczynki, która cierpi po stracie Taty. Ten blog nie był kunsztowny pod względem literackim, był po prostu nasączony bólem i rozpaczą i to przesądziło o jego zwycięstwie. Nie twierdzę, że to źle, ale może w takim razie Onet zamiast konkursu „Blog Roku” niech zrobi konkurs „Blog Męczennika Roku”, albo osobną kategorię „Chorzy, umierający i cierpiący” i wtedy sprawa nie będzie już taka żenująca.

Żeby nie było – nie mam pretensji. W końcu to tylko zabawa. Zastanawia mnie jednak dlaczego redakcja Onetu traktuje blogerów, jak idiotów, którym da się wcisnąć każdy kit? Nie będę wklejać całej mojej korespondenci z niejaką panią Haliną, bo mam wrażenie, że Pani ta ma problem z czytaniem ze zrozumieniem. Sens całe dyskusji był jednak taki, że chciałam się dowiedzieć dlaczego bez mojej wiedzy i zgody redakcja Onetu „zadecydowała, że mój blog lepiej pasuje” do kategorii z goła odmiennej od tej, do której pasuje według mnie. Na moją sugestię iż wydaje mi się, że to bloger sam najlepiej wie, o czym pisze i jaką etykietkę można przypiąć jego twórczości, Pani Halina z redakcji Onetu stwierdziła, że na obecnym etapie konkursu nic już nie da się zrobić.

No i proszę mi powiedzieć, czy to jest poważne traktowanie uczestników konkursu? Wydawać by się mogło, że uczciwie byłoby chociaż poinformować blogera o zmianie kategorii i zapytać go, czy w takim wypadku nadal ma ochotę uczestniczyć w konkursie.

Mam nauczkę na przyszłość, żeby nie pakować się w tego typu żenujące konkursiki. Nie będę naciągać moich znajomych na wysyłanie esemesów, które zasilą kabzę Redakcji Onetu, a na koniec nawet nie dowiem się ile głosów dostałam. Wygrać i tak nie wygram, bo niestety -  nie mam mukowiscydozy ani inne przewlekłej i nieuleczalnej choroby, depresji poporodowej nie posiadam także, nikt z rodziny szczęśliwie mi nie umarł i ja również nie umieram. W związku z czym kariery w polskie blogosferze, według onetowskich standardów, nie zrobię.

  • Share/Bookmark

Piosenka na dziś

czwartek, Styczeń 28th, 2010

Tak to właśnie wygląda, że zamiast siedzieć i uczciwie pracować, to ja grzebię w youtube. Wyniki tego grzebania jednak bardzo mnie satysfakcjonują, ponieważ odnalazłam zagubiony przed laty utwór. Gdzieś miałam całą płytę, ale podejrzewam, że nadgryzł ją ząb czasu. Zatem thank God we have youtube! Życzę miłego słuchania i polecam też inne klipy z serii Beautiful World.

p.s. co do konkursu – ogłaszam bojkot Onetu. A dlaczego, o tym w następnej notce.

  • Share/Bookmark

Dwie kropki…

sobota, Styczeń 16th, 2010

Zaczął się drugi etap tego wspaniałego targowiska próżności. Jako, żem próżna do szpiku kości startuję, rzecz jasna. Etap drugi jest bardzo ważny, bo tylko pierwsze pięć miejsc gwarantuje wejście do etapu trzeciego. Etap drugi kończy się w czwartek.

W sumie nie wiem, dlaczego redakcja Onetu wrzuciła mnie do kategorii „Ja i moje życie”, skoro powszechnie wiadomo, że jestem „Absurdalna i offowa”. No cóż… nie odpowiedzili mi (jeszcze) na moje pytanie. Póki co mam dwie kropki…

Tutaj się na mnie głosuje —> o TUTAJ!!

W tym miejscu powinnam napisać, że „nooo weźcie, dajcie mi szansę, nigdy nic nie wygrałam. Możecie to zmienić!”. To w sumie nie byłoby kłamstwem, zwykle w konkursach różnej maści bywałam co najwyżej druga. Nie będę jednak wchodzić Wam na psychę. Napiszę zatem tylko: jak mnie lubicie, to zagłosujcie – jak wygram laptop, to dam Wam sprawdzić pocztę :)

  • Share/Bookmark

Droga, czyli sen…

wtorek, Styczeń 12th, 2010

Szłam.

W szarym podkoszulku szłam. Niespiesznie. Przez aleję zieloną. I pusto wokół mnie było i cisza. Cisza szła ze mną, nie było jej we mnie, ale była obok. Nie przestawałam, szłam przed siebie. We mnie emocje grały nieokiełznane, jak orkiestra bez dyrygenta. Chciały wydrzeć się na zewnątrz, ulecieć, lecz ciało moje było barierą nie do przebicia. Więc kotłowała się w środku mnie mieszanka strachu, gniewu, nieświadomości, podziwu, zmęczenia i czegoś, co budziło bezsilność. Pociągałam mnie ta mieszanka do tego stopnia, że nie mogłam przestać iść, mimo że czułam strach nie do opanowania. Nigdy bym nie przypuszczała, że mogę tak czuć.

I szłam. Szeroka aleja kojarzyła mi się z państwowymi ogródkami działkowymi, gdzie dziadek miał swoją małą działeczkę. Tam też była długa, szeroka żwirowa aleja. Dużo drzew i zieleni. Dużo przestrzeni. I staw, przy brzegu którego polowałam na żaby.

Ale szłam. Obok mnie dziewczyna w czerwonej koszulce, czarnych kręconych włosach, zebranych w kucyk. Czułam, że ją znam, ale była dla mnie bezimienna. Szła obok, bez słowa. I nie zdradzała żadnych emocji, szła, jakby wiedziała, co nas czeka. I ja też wiedziałam, ale myślałam, że to jeszcze nie teraz, że zanim dojdziemy, to jeszcze może się wszystko zmienić. Ona nie myślała, po prostu szła.

Więc ja też szłam. I z nami był chłopak w czarnej koszulce z aparatem. Też wiedział, po co idzie, lecz nie przerażało go to. Ciągle robił zdjęcia w taki sposób, jakby miały one być jego ostatnimi. Miałam rażenie, że także nie podzielał mojego strachu. Podziwiał piękno alei, którą szliśmy. Pomyślałam wtedy, że może oni mają rację, że może nie ma się czego bać.

No więc szłam. Szłam z nimi. Z dziewczyną w czerwonej bluzce i z chłopakiem, który ciągle robił zdjęcia.

I irytowało mnie, że oni nie czują, nie rozumieją, co się stanie. Nie rozumieją dlaczego idziemy właśnie tą, cholerną aleją. A już z oddali było widać cel. Mój strach doszedł do granicy krytycznej, kiedy nogi nie chciały już iść dalej. Kiedy pomyślałam sobie, że nie chcę zostać spakowana w worek po mące i spłonąć, że lepiej byłoby dostać kulkę w łeb i zginąć w miarę bezbolesny sposób. Lepiej byłoby za pomocą trucizny, niż w tym piecu…

- Ja chcę to wszystko odwołać, ja chcę to negocjować, ja chcę to przełożyć, ja chcę w inny sposób… na pewno nam pozwolą, w końcu co za różnica! – krzyczałam do dziewczyny w czerwonej koszulce i do chłopaka z aparatem.

Nie rozumieli mnie, a ja nie wiedziałam dlaczego…

  • Share/Bookmark