Archive for February, 2010

(nie) kobiece tankowanie czyli luźne refleksje
na żaden temat

Tuesday, February 23rd, 2010

Przed wczoraj się upiłam, co ponoć jest niekobiece. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że przy okazji urządziłam scenę histerii, co kobiece jest myślę bardzo. Zatem nie sprawdziło się moje postanowienie noworoczne na temat drastycznego ograniczenia roli alkoholu w moim życiu. Dupa. Może w przyszłym roku?

Tak to jest niestety, kiedy trafi się na kogoś równie upartego. To już wtedy nie jest “jak kosa na kamień”. To jest raczej kamień na kamień, albo kosa na kosa. Najtrudniejsza kombinacja. Konfrontacja z tego typu rzeczywistością sprawia, że staję się zła, mam wkurzoną minę, co zdecydowanie odbiera mi i tak już kontrowersyjną urodę. Cienka jestem, jak dupa węża i słaba, jak owca w obliczu wilka. Wilk jest syty, a owca niecała. Owca jest wstrząśnięta i zmieszana. I znów wracamy do alkoholu…

Na rogu Mickiewicza i Konopnickiej w Toruniu zamknęli moją ulubioną mordownię.

Świat się kończy.

Kurtyna.

  • Share/Bookmark

Będę Nikonianką! Cudownym dzieckiem obiektywu!
Drżyjcie – nadchodzę!

Friday, February 12th, 2010

Umęczona ostatnimi dniami jestem niemożliwie. Z jednej strony dużo się dzieje, z innej zastój jest w sprawach, na których najbardziej mi zależy.  Wydedukowałam, że przez weekend nic się nie zmieni. Toteż spakowałam walizkę, książkę pod pachą ściskam i wybywam na wioskę. Czeka mnie spokój (mam nadzieję) cisza i planowana przez Munię impreza w stylu lat 60-tych przy winylowych dźwiękach. No i w terenie pouczę się trochę obsługi D40… czas najwyższy przestać być ignorantem w sprawach fundamentalnych.

Ciekawe, czy będą jakieś widoczne rezultaty mojej fotograficznej edukacji. Póki co, zdjęć nie robię. Jedyne, co mi wychodzi, to pozowanie z Nikonem i udawanie, żem zajebistą reporterką jest. Ale do czasu moi drodzy, do czasu…

  • Share/Bookmark

Forumowi przypierdalacze

Monday, February 8th, 2010

Wszak jest to mój blog, mogę zatem pisać co tylko chcę, ale lojalnie uprzedzam – będzie wulgarnie*.

Fora internetowe to nie tylko strata czasu. Są one także szkodliwe dla szeroko pojętej higieny psychicznej. Pełno na nich tak zwanych przypierdalaczy, którym się wydaje, że są tak fantastycznie spostrzegawczy, błyskotliwi i tak nieskazitelnie obywatelscy, że wytropią każdy, najmniejszy błąd, a za swoją działalność domagają po społecznego poklasku. Działania przypierdalaczy uzupełniają forumowe mendy, które nie dysponują wachlarzem ciętych ripost, dlatego ogrzewają się w blasku przypierdalacza i poklaskują mu od czasu do czasu. I tak się ten biznes kręci.

Z mojego punktu widzenia gorszym gatunkiem funkcjonującym na forach internetowych są mendy. Gdyby ich nie było przypierdalacze zostaliby zdetronizowani do poziomu zwykłych trolli i z czasem wyeliminowani. Mendy sprawiają jednak, że sens istnienia przypierdalacza zostaje zachowany.

Forumowy przypierdalacz działa tak, że z całego akapitu, który zachęca do dyskusji o jakieś sprawie, wyłuskuje mały, nic nie znaczący szczegół, do którego się przypierdala. Gdy z forum korzystają mądrzy ludzie, przypierdalacz jest ignorowany i dyskusja się toczy. Gdy jednak jest przewaga mend, dyskusja zostaje ubita w zalążku a autor wątku zaczyna się tłumaczyć ze zdania, z którego przypierdalacz zrobił wątek główny. Tłumaczenie się powoduje u autora totalnego wkurwa, no bo jak to możliwe, że dorośli ludzie przypierdalają się do głupot, zamiast normalnie pogadać. No i w takie sytuacji zawsze autor wychodzi na idiotę, bo:

- jak będzie brnął w dyskusję, to będzie się coraz bardzie pogrążał, bo cokolwiek nie napiszę, przypierdalacz zawsze się przypierdoli, a mendy będą mu wtórować i w efekcie towarzystwo ku swojej uciesze będzie sobie nawzajem stawiać plusiki przy wypowiedzi;

- jak oleje dyskusję, to towarzystwo wzajemnej adoracji (przypierdalacz plus mendy) wysnują jakże trafny wniosek, że autor nie ma argumentów (czyli, że nie miał racji) lub że się przestraszył (!) i towarzystwo będzie miało radochę po pachy. Nikomu do bani nie przyjdzie, że autor ma ich po prostu w dupie i z debilami gadać mu się nie chce, bo szkoda czasu.

Morał z tego jest taki: po gównianym konkursie Onetu mam kolejną nauczkę – trzymać się jak najdalej od forumowych przypierdalaczy i mend.

* uprzedzam fakty: jeśli ktoś ma zamiar mi napisać, że nie mam dystansu do siebie, nie potrafię się przyznać do błędu, mam kij w odbytnicy i jestem sztywna, nie potrafię z twarzą znosić krytyki, jestem tupiącą małą dziewczynką i żądam od ludzi samych pochwał i tak dalej – TAK, TAKA WŁAŚNIE JESTEM. I potencjalnym konstruktywnym krytykom, którzy mają odwagę powiedzieć mi to prosto w twarz, zaprawdę powiadam: “Moje życie nie jest jak wesołe miasteczko – nie musi ci się podobać”. Całą resztę pozdrawiam środkowym palcem.

  • Share/Bookmark

“…przykumaj te kocie ruchy…”

Friday, February 5th, 2010

Proszę Państwa, oto Leonidas, w skrócie Leo, dla przyjaciół Leutek. Leutku przywitaj się z Państwem…


Pozazdrościłam rudomi.pl jej pięknych rudzielców Marchewki i Ryśka i też postanowiłam pochwalić się moim kocurkiem.

Zdjęcia zrobił Krzysztof.

  • Share/Bookmark