Wszak jest to mój blog, mogę zatem pisać co tylko chcę, ale lojalnie uprzedzam – będzie wulgarnie*.
Fora internetowe to nie tylko strata czasu. Są one także szkodliwe dla szeroko pojętej higieny psychicznej. Pełno na nich tak zwanych przypierdalaczy, którym się wydaje, że są tak fantastycznie spostrzegawczy, błyskotliwi i tak nieskazitelnie obywatelscy, że wytropią każdy, najmniejszy błąd, a za swoją działalność domagają po społecznego poklasku. Działania przypierdalaczy uzupełniają forumowe mendy, które nie dysponują wachlarzem ciętych ripost, dlatego ogrzewają się w blasku przypierdalacza i poklaskują mu od czasu do czasu. I tak się ten biznes kręci.
Z mojego punktu widzenia gorszym gatunkiem funkcjonującym na forach internetowych są mendy. Gdyby ich nie było przypierdalacze zostaliby zdetronizowani do poziomu zwykłych trolli i z czasem wyeliminowani. Mendy sprawiają jednak, że sens istnienia przypierdalacza zostaje zachowany.
Forumowy przypierdalacz działa tak, że z całego akapitu, który zachęca do dyskusji o jakieś sprawie, wyłuskuje mały, nic nie znaczący szczegół, do którego się przypierdala. Gdy z forum korzystają mądrzy ludzie, przypierdalacz jest ignorowany i dyskusja się toczy. Gdy jednak jest przewaga mend, dyskusja zostaje ubita w zalążku a autor wątku zaczyna się tłumaczyć ze zdania, z którego przypierdalacz zrobił wątek główny. Tłumaczenie się powoduje u autora totalnego wkurwa, no bo jak to możliwe, że dorośli ludzie przypierdalają się do głupot, zamiast normalnie pogadać. No i w takie sytuacji zawsze autor wychodzi na idiotę, bo:
- jak będzie brnął w dyskusję, to będzie się coraz bardzie pogrążał, bo cokolwiek nie napiszę, przypierdalacz zawsze się przypierdoli, a mendy będą mu wtórować i w efekcie towarzystwo ku swojej uciesze będzie sobie nawzajem stawiać plusiki przy wypowiedzi;
- jak oleje dyskusję, to towarzystwo wzajemnej adoracji (przypierdalacz plus mendy) wysnują jakże trafny wniosek, że autor nie ma argumentów (czyli, że nie miał racji) lub że się przestraszył (!) i towarzystwo będzie miało radochę po pachy. Nikomu do bani nie przyjdzie, że autor ma ich po prostu w dupie i z debilami gadać mu się nie chce, bo szkoda czasu.
Morał z tego jest taki: po gównianym konkursie Onetu mam kolejną nauczkę – trzymać się jak najdalej od forumowych przypierdalaczy i mend.
* uprzedzam fakty: jeśli ktoś ma zamiar mi napisać, że nie mam dystansu do siebie, nie potrafię się przyznać do błędu, mam kij w odbytnicy i jestem sztywna, nie potrafię z twarzą znosić krytyki, jestem tupiącą małą dziewczynką i żądam od ludzi samych pochwał i tak dalej – TAK, TAKA WŁAŚNIE JESTEM. I potencjalnym konstruktywnym krytykom, którzy mają odwagę powiedzieć mi to prosto w twarz, zaprawdę powiadam: “Moje życie nie jest jak wesołe miasteczko – nie musi ci się podobać”. Całą resztę pozdrawiam środkowym palcem.