O tym, że ze mnie cwany lis, że sprytna
i obrotna jestem

Z ulgą pożegnałam miesiąc, w którym wydarzyło się dużo za dużo. Z pozytywnych rzeczy – udało mi się (!!) skończyć studia z wynikiem wcale nie najgorszym, a na pewno lepszym niż przeze mnie oczekiwany. Podjęłam także nieśmiałe próby rozmyślania o przyszłości, a także poczyniłam równie nieśmiałe kroczki ku realizacji efektów tychże rozmyślań. Nic nie powiem, bo nie chcę zapeszać. Najważniejsze jednak, że są konkrety, co prawda na razie tylko w mojej głowie, ale dopóki sama nie zaczynam śmiać się z siebie i własnej naiwności, to chyba jest dobrze.

Frustracja jednak mnie nie opuszcza, ale w ostateczności myślę sobie, że to dobrze, bo daje mi kopa do działania. Nie zawsze jednak tak się dzieje, dlatego czasami wkurzona na frustrację staram się ją pokonać. Najczęściej zamieniam ją w sklepach na produkty różnego rodzaju. Frustracja odchodzi pokonana, ale czeka tylko aż sprawdzę stan mojego konta – wtedy powraca z triumfem na twarzy. Słabo mi, więc w ramach odreagowania mówię: „kochanie, zabieram Cię na kolację”. Jest miło, przyjemnie, ciepło i wygodnie. Już mi się wydaje, że wszystko pod kontrolą, ale frustracja ogarnia mnie znowu, gdy badam stan konta. Walka nie ma końca…

Byłam niedawno w sklepie w moim rodzinnym mieście. Był to jeden z tych sklepów, że jak się dobrze wygląda, to podchodzi wtedy taka Miła Pani i bardzo chce doradzać. Miałam akurat lepszy dzień, jeden z tych, kiedy dobrze się wygląda. Miła Pani podeszła i widząc moje niezdecydowanie wskazała na zdecydowanie-za-drogą-rzecz mówiąc, że to okazja i „naprawdę warto”. Więc ja patrzę i widzę, że „naprawdę warto”. I wiem, że to bez sensu, ale skoro „naprawdę warto”, to może mojej Mamie się przyda? I tak od słowa do słowa Miła Pani mówi, że wyszła we wrześniu za mąż, a ja na to „a po co?”. Ona się oburza, obraża i już nie chce być miła i doradzać. Skumałam w porę swój błąd i łamiącym się głosem mówię, że przepraszam, bo ja już dwa lata po zaręczynach i tak czekam i to z zazdrości, że narzeczony mnie nie rozumie i nie wiem dokąd zmierza moje życie. Miła Pani patrzy na mnie, ja zwykły patrzeć dzieci na bezpańskie psy, których nie mogą zabrać do domu i mówi „Oooch…”, ale że ona ma coś, co uczyni moje życie bardziej znośne.

Wychodzę ze sklepu z całą siatką próbek. U Rodziców w domu nie ma internetu, więc nie sprawdziłam tego dnia stanu konta, zatem humor wyborny miałam i rozkoszowałam się  szato de coś tam, które popijałyśmy z Mamą gapiąc się na Boskiego Georga. Dziś odczuwam drżenie kolan. Lecz niczym Scarlet O’Hara nie będę myśleć o tym dziś. Pomyślę jutro.

  • Share/Bookmark

2 Responses to “O tym, że ze mnie cwany lis, że sprytna
i obrotna jestem”

  1. Jarosław Hebel Says:

    Gratuluję… i życzę pwodzenia, choć… zauważam, że w naszym pięknym kraju prędzej można znaleźć pracę po zawodówce niż po studiach :(((
    A ja nawet po zaręczynach nie jestem… :/

    Pozdrawiam:)

  2. olga.letycja Says:

    Swego czasu składałam CV do sklepów z ciuchami, butami itp. Nigdzie nie dostałam pracy. Koleżanka, która zajmuje się doradztwem zawodowym patrząc na moje CV stwierdziła, że jeśli chcę pracować w sklepie to powinnam wykreślić z życiorysu studia wyższe, zwłaszcza na zagranicznej uczelni. Powód jest prosty – pracodawca nie chce mieć podwładnego, który jest lepiej wykształcony. Jest to smutne, że w dzisiejszych czasach trzeba się wstydzić i ukrywać to, że skończyło się studia. Powtórzę za Cyceronem – O tempora! O mores!

    pozdrawiam również :)

Leave a Reply