Archive for Październik, 2009

Po prawej stronie…

piątek, Październik 23rd, 2009

… próbka moich grafomańskich wyczynów. Taaak bystrzaki. Pod czarnym napisem „Pages” :)

Jeśli zechce Wam się przeczytać, proszę, bądźcie bezlitośni. Może w końcu ktoś mi uświadomi, że pisarstwo nie jest moim przeznaczeniem i powinnam zająć się poważniejszym zajęciem.

Nie mam pomysłu, jak to skończyć.

  • Share/Bookmark

Krytyka współczesnego mężczyzny

wtorek, Październik 20th, 2009

Trzeba wiedzieć, że zazwyczaj krytykuję praktycznie wszystko. Bywa, że wtedy jestem bardzo nieprzyjemna w obyciu. Oczywiście, jeśli jest coś warte pochwalenia – zrobię to. Jednak krytyka w moim wykonaniu ma taką moc, że nikt  pochwałach nie pamięta. Dziś będzie o facetach. Nie do końca pozytywnie.

Ostatnimi czasy sporo nasłuchałam się i naczytałam tekstów o tym, że wszystkie kobiety są takie same. Wszystkie to materialistki polujące na bogaczy, aby do końca życia nie pracować, mieć fajną chatę, auto, sukienki i Bóg wie co tam jeszcze. Że kobiety są cyniczne, wyrachowane i do granic możliwości interesowne. Że oceniają po pozorach i bardziej liczy się dla nich zawartość męskiego portfela (ewentualnie spodni) niż mózgu. Rzecz jasna – kobiety nie są aniołkami i pewnie każda z nich (nas) ma coś wstydliwego na sumieniu. Nie ma się co wypierać. Ale jak to mówią, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Więc jak to jest z Wami Panowie? Co się bardziej liczy? Ładne opakowanie, czy piękno wewnętrzne i inteligencja?

Od jakiegoś czasu rysuje mi się w głowie obraz współczesnego mężczyzny. I widok ten szczerze mówiąc średnio mi się podoba. Współczesny mężczyzna wymyślił sobie, że skoro kobiety z przełomu XIX/XX wieku walczyły o równouprawnienie i możliwość noszenia portek zamiast niewygodnych pantalonów, to konieczność dżentelmeńskiego zachowania wobec pań przestała obowiązywać. „Chciałyście być na równi z nami, to teraz nie pierdolcie, że nie zachowujemy się elegancko”. No tak. Pierdzenie i bekanie przy kobiecie przecież świadczą o tym, że związek wszedł w nowy etap większej zażyłości. Że facet traktuje swoją kobietę, jak kumpla. No właśnie. Może w tym jest problem? Że kobiety przestały być kobietami, a stały się kumplami dla swoich mężczyzn? Oczywiście takimi kumplami co to wyprasują koszulę, zrobią obiad, ułożą bieliznę w szufladzie. No i jeszcze znajdą czas na to, aby o siebie zadbać, bo przecież Wy Panowie jesteście wzrokowcami i estetami.

Można by się pokusić o tezę, że nie ma już (a może nigdy nie było?) mądrych mężczyzn. Mężczyzn, którzy przede wszystkim będą potrafili rozmawiać z kobietą. W dyskusji traktować ją będą, jak partnerkę biorąc poprawkę jednak na często zbyt emocjonalne traktowanie tematu. Mądry mężczyna w takim wypadku postara się załagodzić, bo zna strukturę psychiczną kobiety. Chłopiec w krótkich szortach będzie wrzeszczał najgłośniej jak się da, bo każdy kto chodził kiedyś do przedszkola wie, że im głośniej się wydzierasz, tym masz większą szansę, że to Tobie pani przedszkolanka da klocki. Mądry mężczyzna wie, że jest silniejszy od kobiety. Ale będzie działał tak, by relacje nigdy nie przestawały być partnerskie. Mądry mężczyzna nie doprowadzi kobiety do płaczu. Bo jak rzekł mój idol z dwudziestolecia międzywojennego, Bolesław Wieniawa Długoszowski: „Panie! Można zastać kobietę płaczącą. Ale zostawić? Nigdy!”

Mądry mężczyzna to wie.

  • Share/Bookmark

Właśnie takimi duperelami zajmują się ludzie
z wyższym wykształceniem…

poniedziałek, Październik 19th, 2009

Gdybym była…

…owocem to zapewne – arbuzem.

…kolorem to zapewne – czarnym, jak mi źle, żółtym, jak jestem psychodelicznie radosna.

…zwierzęciem to zapewne – delfinem. byłoby zajebiście.

…urządzeniem domowym to zapewne – wypasionym zestawem audiowizualnym.

…książką to zapewne – „Piękni dwudziestoletni” Marka Hłaski, jak mi źle, „Światem Zofii” Josteina Gaardera, jak jestem psychodelicznie radosna. A tak naprawdę to „Szelmostwami niegrzecznej dziewczynki” Llosy :)

…elementem ubrania to zapewne – butami.

…biżuterią to zapewne – subtelną broszką, jak mi źle, wielkimi koralami, jak jestem psychodelicznie radosna.

…kredką to zapewne – suchą pastelą. walniesz kreskę, a jak rozmarzesz paluchem, to masz zupełnie inny efekt.

…samochodem to zapewne – czarnym Subaru Legacy. Bo jest piękny. Póki co, jestem trabantem.

…żywiołem to zapewne – wodą.

…drzewem to zapewne – kasztanem (?)

…napojem to zapewne – a, to łatwe. Piwem :)

…smakiem lodów to zapewne – sorbetem truskawkowym.

…planetą to zapewne – Ziemią, bo daje życie tym, którzy ją niszczą.

…owadem to zapewne – … to już wolę, żeby mnie w ogóle nie było.

…środkiem transportu publicznego, to zapewne – pociągiem grupy Intercity.

…piosenką to zapewne – Sigur Ros – Hoppipola. Bo teledysk do niej wymiata. No i piękna jest (POSŁUCHAJ)

…filmem to zapewne – mogę być każdym Almodovara.

…porą roku to zapewne – jesienią, gdy jest mi źle, latem, gdy jestem psychodelicznie radosna.

…kwiatem to zapewne – chwastem.

…kreskówką to zapewne – Kubusiem Puchatkiem. Gram tam epizodyczną rolę Kłapouchego.

…miastem to zapewne – Rzymem. Bo tak!

…podarunkiem to zapewne – przedmiotem konwersacyjnym.

…wspomnieniem to zapewne – intrygującym, irytującym, trwałym.

…zmysłem to zapewne – słuchem.

…wynalazkiem, to zapewne – telefonem. fajnie, że jest, ale czasem trzeba wyłączyć.

…częścią ciała, to zapewne – kręgosłupem.

…krajem, to zapewne – Włochami. Ciepło, dobre żarcie i na mapie fajnie wyglądają.

…przedmiotem szkolnym to zapewne – historią. Byłoby głupio, gdybym napisała inaczej :)

…budowlą, to zapewne – Panteonem. Wiadomo o co chodzi :)

…zabawką, to zapewne – taką dla dorosłych.

…figurą geometryczną, to zapewne – kwadratem. trójkąty źle się kojarzą.

…odpowiedzią, to zapewnie – nie, ku*wa!

…słowem, to zapewne – generalnie.

…literą, to zapewne – X. Mało używana.

  • Share/Bookmark

Dzisiejszy dzień sponsoruje…

sobota, Październik 17th, 2009

… utwór z musicalu Les Misérables.

There was a time when men were kind
When their voices were soft
And their words inviting
There was a time when love was blind
And the world was a song
And the song was exciting
There was a time
Then it all went wrong

I dreamed a dream in time gone by
When hope was high
And life worth living
I dreamed that love would never die
I dreamed that God would be forgiving
Then I was young and unafraid
And dreams were made and used and wasted
There was no ransom to be paid
No song unsung, no wine untasted

But the tigers come at night
With their voices soft as thunder
As they tear your hope apart
And they turn your dream to shame

He slept a summer by my side
He filled my days with endless wonder
He took my childhood in his stride
But he was gone when autumn came

And still I dream he’ll come to me
That we will live the years together
But there are dreams that cannot be
And there are storms we cannot weather

I had a dream my life would be
So different from this hell I’m living
So different now from what it seemed
Now life has killed the dream I dreamed.

Przypomniała to Susan Boyle w Britain’s Got Talent. Ale może warto posłuchać całości… Równie, jeśli nie bardziej, przejmująca…

Les Miserables (klikamy na tytuł i słuchamy)

  • Share/Bookmark

Królewna z drewna na ziarnku grochu, ale
dobrze jej z tym…

niedziela, Październik 11th, 2009

Jak byłam mała, to rodzice nie za bardzo pochwalali moje wielogodzinne przesiadywanie u koleżanek. Dopiero gdy relacje przybierały bardziej przyjacielską formę, a rodziciele jednej i drugiej strony zdążyli się już zaprosić na kawę, wzajemne wizyty nie kłuły już tak w oczy. Jednakowoż nawet w przypadku bardzo zaawansowanej przyjaźni nie uchodziło mi przebywanie w cudzym domu po 22:00 oraz w niedzielę. Bo niedziela to dzień rodzinny i bez zaproszenia nie wypada go zakłócać.

Może zatem to kwestia wychowania, a może mojego antyspołecznego podejścia do życia i wrodzonego introwertyzmu. A może to po prostu zwykła moja egoistyczna wygoda. Nie wiem. Ale nie znoszę, gdy po domu kręcą się obcy ludzie. Nie znoszę, gdy „wpadają na ploteczki” bez uprzedzenia. A kiedy już wpadną, nie znoszę, gdy wychodzą po północy. A najbardziej nie znoszę, gdy kręcą się po domu, wpadają na ploteczki i wychodzą grubo po północy ludzie, których nie zaprosiłam i których nie znam. Nie znoszę, kiedy bardzo chcę spać, ale nie mogę, ponieważ jacyś obcy ludzie nagle stwierdzili, że to w moim salonie najfajniej pije się wódkę. Nie znoszę, kiedy natężenie głosu pijących wódkę wzrasta z każdym kieliszkiem. Z każdym ich kieliszkiem wzrasta także stan mojego wkurwienia, którego żaden człowiek nie jest w stanie objąć swoim umysłem. Bo taki rodzaj wkurwienia zwyczanie nie mieści się w głowie. Podobnie, jak rodzaj bezczelnści ludzi, którzy w tym samym czasie piją wódkę i wybornie się bawią.

My home is my fucking castle, w którym chcę być śpiącą królewną, ale tylko w wypadku, kiedy sama żrę zatrute jabłko, a nie wtedy, gdy ktoś mi je na siłę wciska do gardła. Mój dom to moja enklawa i to ja decyduję, kto, kiedy i w jakim celu może w niej przebywać. Bo w domu mam prywatność i intymność. Coś, czego nie noszę na plecach, coś o czym nie każdy musi wiedzieć. Dom to dystans, który stwarzam między mną, a ludźmi, z którymi obcuję. Prywatna strefa, do której powinna być ostrzejsza selekcja niż do najmodniejszych klubów „Warszawki”.

Bo towar, który może mieć każdy, przestaje być atrakcyjny…

… a obiecałam sobie, że będę pozytywna… cóż, może następnym razem.

  • Share/Bookmark