O największym marzeniu z dzieciństwa i rzeczach, których już nie ma
Przyśniły mi się bardzo wczesne lata mojego dzieciństwa. Tak gdzieś między 89 i 92 rokiem, kiedy to już niby wolna Polska, ale nie do końca było wiadomo, co z tą wolnością zrobić. To był chyba najbardziej beztroski czas i mam z niego najfajniejsze wspomnienia. Tyczą się one rzeczy, których już nie ma, a które wspomina się z łezką w oku. Na przykład gumy donald czy gumy turbo, które traciły smak po trzech przeżuciach, ale i tak się je kupowało, bo były w nich albo mini komiksy albo zdjęcia samochodów, na które nikogo nie było stać. Nie ma już szklanej litrowej butelki z pepsi kolą, a dam sobie rękę uciąć, że ze szkła smakuje inaczej niż z plastiku. Nie ma już mleka w dużych szklanych butelkach i śmietany w małych, a miały takie zajebiste kapsle… Nie ma już wafelków w sreberkach, mordoklejek i lodów bambino. Trzeba się nałazić, żeby gdzieś jeszcze dostać prawdziwą oranżadę w butelce, albo oranżandkę w proszku, której żaden szanujący się dzieciak nie rozpuszczał w wodzie, tylko oblizanym paluchem wyjadał wprost z opakowania. Komu, do ciężkiej cholery, te rzeczy przeszkadzały??
Najwiekszy raj to był jednak w Peweksie – sklepie, który był synonimem luksusu i dobrobytu. Peweks miał zawsze najładniejsze wystawy, a i panie sklepowe były jakieś fajniejsze, dobrze ubrane i zawsze się uśmiechały. Nawet po tak zwanej transformacji ustrojowej, w moim rodzinnym mieście Peweks był najlepszym sklepem. Jako gówniarz wielce nieletni potrafiłam stać przed wystawą i gapić się na te wszystkie rzeczy, których mieć nie mogłam, a które były przedmiotem porządania każdego normalnego dzieciaka. No i mieli tam Barbie, Keny, Domki, Ciuszki i inne akcesoria, bez których żadna Barbie i żaden Ken nie mógłby żyć. Ale lalki mnie tak nie podniecały, chociaż skłamałabym, gdybym powiedziała, ze WCALE nie chciałam mieć chociaż jednej Blondyny O Idealnych Wymiarach. Mi się marzyło coś innego. Marzył mi się szampon do włosów Johnson&Johnson. Ale nie ten zwykły, tylko No More Tears, czyli ten, co jak wpadnie do oczu, to nie szczypie. Brak szczypania pobudzał moją wyobraźnię, wierzyłam szczerze, że on nie szczypie i chciałam go sobie napakować do oczu i smiać się, jak ten bobas w reklamie. Chyba jeszcze nigdy nie zwierzyłam się z mojego największego marzenia z dzieciństwa – umycia głowy szamponem Johnson&Johnson No More Tears.
Jasne, teraz to sobie mogę go kupić w każdym sklepie. Jednak od czasu, gdy miałam pięć lat nauczyłam się, że reklamy kłamią, a w najlepszym wypadku nie mówią całej prawdy. I boję się, cholera jasna, że jak kupię Johnsona i on zacznie szczypać, to stracę najfajniejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Zresztą, to na bank nie jest ten sam szampon, co kiedyś.
A propos zajebistych wspomnień: ma ktoś jeżyka i go nie potrzebuje? Jak tak, to ja chętnie wezmę :)


Sierpień 31st, 2009 at 10:09
Ten czas faktycznie był jakoś beztroski… Mój kuzyn miał ten szampon, czasem zamykałam się u cioci w łazience i wciągałam do nosa zapach No More Tears…
Z ojcem chodziłam na oranżadę ze smerfem na etykietce – pita zawsze na miejscu. Jednak to co wyryło mi się w pamięci najbardziej to “picie w woreczku”. W każda niedzielę ciągnęłam za rękę rodziców pod kino, gdzie staruszek sprzedawał soczki ze sfatygowanej różowej lodówki. Co to był za napój – brzoskwiniowy czy inny, tego nie wiem do dziś i pewnie się nigdy nie dowiem… bo staruszek dawno już odszedł, a wraz z nim tajemnice oraz smaki bezpieczeństwa i radości dziecka przełomu lat 80/90.
Wrzesień 1st, 2009 at 18:33
Tiaaa :) Oranżada z woreczków i ze słomką :)) To było to :) Te kolejkowe życie :) Hehe, jak się prawie cały dzień przestało w kolejkach to trzeba było jakoś czas sobie organizować :)
Po mojemu postęp nas niszczy… Jak nie było komputerów, komórek, mp3jek… ba nawet discmanów jeszcze nie było… baaa… nawet walkmany dopiero się pojawiały (i to u bogatych), to dzieci bawiły się w berka, chowanego, hardkorowcy bawili się w wojnę… A pamiętacie pstrykanie w kapsle? Te trasy :))~ mostki, tunele, przesmyki, hehe :))~ To było coś :) A teraz? Szkoda słów… sami siebie zniszczymy…
PS. Twój tekst podoba mi się bardziej od kominkowego http://kominek.blox.pl/2006/01/Dr-OETKER-TY-PIZDO.html Hehe. A tak w ogóle to kominek przez ten tekst ma teraz niezły ubaw :)
Wrzesień 3rd, 2009 at 11:01
O kurde, porównanie mnie do kominka to naprawdę wielki komplement. Dzięki!
No właśnie! Gra w kapsle! Kumple z podwórka nie pozwalali mi nigdy się przyłączyć, bo twierdzili, że to męska gra i baba nie zrozumie… :) Czy dzieciaki jeszcze się w to bawią?
Wrzesień 3rd, 2009 at 16:30
Dobra. Po raz kolejny wpisuje się tutaj. Wtajemniczeni wiedzą o co mi chodzi ;-)
Kominek, srynek. Schodzi na psy i nie wiem czemu tak się nimi ludzie podniecają – czytam go bo w filmie z małpą zobaczyłem w nim człowieka ;-) [film z jego wycieczki do Tunezji czy gdzie tam], ale mniejsza o niego.
A co do kapsli to nie zauważyłem, żeby dzieci w to grały… No chyba, że on-line coś… :/
Wrzesień 4th, 2009 at 11:45
Teraz niestety rządzi tazo-pokemono-coś co dołączają do chipsów, i nie ma już kapsli…
Wrzesień 4th, 2009 at 13:16
@czarnacelina: tazo-pokemono-coś to już przeżytek… Teraz jest moda na bezruch. Siedzisz i klikasz… tazo-pokemono-coś – to wymaga odrobinę ruchu… Teraz jest era leniwca.
Welcome in XXI
Wrzesień 4th, 2009 at 16:56
ale że nikt nie ma jeżyka….? łat da fak?
Wrzesień 4th, 2009 at 17:41
A po co Ci jeżyk? ;> Ja widziałem coś podobnego… Ale zawsze to można zrobić takie coś samemu ;p
Wrzesień 4th, 2009 at 17:45
Niby tak, ale taki jeżyk prosto z epoki PRLu to byłaby pamiątka…
Wrzesień 5th, 2009 at 00:57
Ja miałem takiego czerwonego, poszukam w piwnicu u rodziców, może się ostał. Ale to byłby cud… 25 lat by miał.
Wrzesień 7th, 2009 at 15:20
Kurna, choć młodszy od Ciebie jestem, to doskonale pamiętam jeszcze te butelki, kapsle (te na butelkach, jak i grę w nie), wafelki Kukuruku z naklejkami (czy jakoś tak^^), erę jednego telewizora w domu w pokoju rodziców, gdzie wszyscy się zbierali, by oglądać coś razem…
I mimo wszystko jakoś można było sobie znaleźć zajęcie… A teraz? Sam muszę przyznać, że jak nie mam dostępu do komputera, ba, nawet samego internetu, to czuję się, jak bez ręki, jakby mnie ktoś zamknął w ciemnej klatce… Ale na szczęście tak źle ze mną nie jest… W dalszym ciągu wolę mega-aktywny wypoczynek zamiast klikania w myszkę, wolę poczytać książkę, zamiast oglądać wychodzące coraz to głupsze filmy, albo nie daj boże, przeglądać portale informacyjne lub społecznościowe (o zgrozo!).
Kreatywność u dzieci leci na łeb, na szyję… Kiedyś z nudów robiło się cuda… Rysowało się niby0mapy do jakichś skarbów, place zabaw były wyspami, wszelkie drabinki, ślizgawki i różnego rodzaju “umilacze zabawy”, stawały się pojazdami, fortecami, zamkami, statkami, domami… Z koców w lecie robiło się chatki, zaczepiając je o blisko stojące drzewa, itp, itd. :-) okopaniu w piłkę nie wspomnę, bo to istnieje prawie od zawsze i na szczęście niezmiennie, tylko może mniej dzieciaków się tym interesuje… Teraz są hulajnogi (zawsze się zastanawiam, czy to dziecko nie będzie miało w przyszłości jednej nogi np. krótszej (bo się “zetrze/wgniecie” od odpychania albo silniejszej/większej, bo więcej nią pracuje niż tą, na której stoi), pistolety wszelkiej maści, coraz częściej i groźniej strzelające czymś, oczywiście tel. kom. wręczane już nawet 5-latkom. I ledwie takie smarkacze ukończą jakieś 14 lat i już zaczynają się organizować w “bandy”, zaczynają się pierwsze papierosy, kaptury na głowach w upalny dzień, HH puszczany z komórki, żeby mieć swój własny motyw muzyczny, jak w filmach. Dobrze, że chociaż w zwolnionym tempie nie chodzą. A rodzice albo mają w d… albo sami tacy są…
Myślałem, że jak będę starszy, to będę żył z młodszymi od siebie, jak z kolegami, bo przecież jestem taki wyluzowany i idący z duchem czasu… G.. prawda… Irytuje mnie to, jak nie wiem co :-P!
Btw. pamięta ktoś taką reklamę mydełka (teraz już go chyba nie produkują albo jest ta firma, tylko tego “modelu” mydła już nie robi – nazwy nie pamiętam), co nie tonęło, tylko pływało na powierzchni wody :-)? Raz takie miałem i faktycznie pływało :-)
Wrzesień 8th, 2009 at 08:01
Amen :)
Listopad 17th, 2009 at 10:18
http://www.spodlady.com/prod_382_Piornik_Jez.html
No cóż chyba nie do końca już nie ma. Fakt wszystko wskazywało na to, że pewne produkty zniknęły z polskich sklepów, a tu proszę.
Znalazłem przez przypadek i przypomniałem sobie twój wpis, więc spieszę donieść, że pewne rzeczy nawet jeśli nie wrócą, to przynajmniej nie znikną całkiem, a przynajmniej jeszcze nie teraz.