Perfekcyjna Pani Domu
To już jest chyba choroba cywilizacyjna. Mam na myśli natręctwa, bo kto ich nie posiada (jeśli jesteś wolny od stanów wkurwiennych, do których doprowadzają Cię małe rzeczy, to nie czytaj dalej, bo nie zrozumiesz). Ja sama mam ich kilka: denerwuje mnie zapach jedzenia, które wystygło i mimo wszystko nadal znajduje się na stole, a talerze z resztkami obiadów, kolacji i śniadań przyprawiają mnie o torsje. W ogóle resztki jedzenia znajdujące się gdziekolwiek brzydzą mnie niemiłosiernie. Nie zaznam spokoju, dopóki łóżko w pokoju jest nie pościelone, na dywanie leżą brudne ubrania lub inne akcesoria. Do szału doprowadza mnie podniesiona deska w toalecie oraz gdy ktoś zostawia włączony telewizor i idzie pod prysznic. Szczytem bezczelności jest też dzwonienie do kogoś po 22.00 jeśli nie jest to sprawa najwyższej wagi oraz przychodzenie do czyjegoś domu bez uprzedzenia – „byłam nieopodal, pomyślałam, że wpadnę na kawę i ploteczki”. Źle pomyślałaś.
Myślałam o tych wszystkich moich dziwactwach (jest ich znacznie więcej) podczas sprzątania kuchni. Przeczytałam wczoraj tekst mojego nowego wirtualnego kolegi „Będzie wulgarnie”, przypomniałam sobie z grubsza, jak wygląda moja kuchnia i poczułam coś, co większość ludzi zwykle nazywa wstydem. Wstyd mi było tak bardzo, że pół wieczora obmyślałam, jak ja ogarnę ten syf, co zrobię najpierw, jakie środki czyszczące udźwigną ten temat, pięć razy zmieniałam koncepcję co do pory dnia, która będzie najlepsza na tego typu działania.
Rano, pokrzepiwszy się kawą ja, księżniczka Leia, przy pomocy Hana-CIF-Solo oraz Luka-PurUniwersal-Skywalkera, uzbrojona po zęby w zmywaczki, ściereczki, gąbeczki i ręczniki papierowe, prowadziłam prawdziwe gwiezdne wojny z armią klonów Republiki Syfu zanim zamieniłam w kupkę antymaterii śmierdzące Imperium Zła. Darth-Brud-Vader przegrał z kretesem. Odkurzacz C-3PO przejechał po resztkach wojsk imperialnych niszcząc je na wieki. Kot-Chewbacca-Leo dzielnie kibicował.
Po zakończonej bitwie rozejrzawszy się dookoła stwierdziłam, że zasługuję na nagrodę w postaci diademu od Anthee Turner oraz żółtego reddsa. Ciekawe tylko czy Master Yoda zauważy różnicę…

Sierpień 28th, 2009 at 21:21
Zauważyłem i zdążyłem znów upierdolić robiąc nam Sushi :) may the force be strong with you my young padawan.
Sierpień 28th, 2009 at 22:03
no ja pierdziu, Yoda opuszczaj deskę bo wstyd…
Sierpień 28th, 2009 at 22:10
Jabba ty nawet w klozet nie trafiasz :P
Sierpień 28th, 2009 at 22:24
szyszyszy :] no to sorka… nieświadomie natchnąłem do sprzątania ;) Tak swoją drogą to nie wydaje mi się, żebyś miała aż tak źle z tym sprzątaniem, skoro znalazłaś czas na ponazywanie wszelakiej maści artefaktów i spleść historyjkę o swojej kuchennej batalii z ciemnotą [siłami ciemności] ;-)
PS. Niech mocz będzie z Wami ;)
Sierpień 28th, 2009 at 22:42
Człek kończący z bólem studia i tym samym pisanie epokowego dzieła zwanego powszechnie praca magisterską ZAWSZE znajdzie czas na rzeczy mniej ważne od priorytetów. A historyjka wyszła zupełnie spontanicznie, bo czynności domowe mnie na maksa nudzą, wiec w zalezności od nastroju ostawiam szopki ;) Przyjemniej się wtedy robi rzeczy mało ekscystujące.
A za natchnienie nie przepraszaj, to ja raczej dziękuję, teraz to ja nawet królową Elżbietę mogę ugościć i herbatkę w filiżanusi podać :)
Sierpień 29th, 2009 at 06:24
A jaaak. Żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek hehe.
Nie spoczywaj na laurach. Pamiętaj – wygrałaś tą bitwę ale wojna jeszcze się nie skończyła ;)
Sierpień 29th, 2009 at 09:15
Ano, właśnie widzę, że Imperium Kontratakuje…
Sierpień 29th, 2009 at 09:47
Nie daj się! Wyrwij chwasta puki młody!
Sierpień 30th, 2009 at 08:55
O kurcze, co to za zmiana? Pamiętam jeszcze mieszkanie z Agrestowej, ktoś z natręctwami na pewno nie mógłby tam mieszkać:) To był taki swojski studencki klimat brzydzący się, taki środkami jak: CIF, Pronto, niezadymione powietrze i odkurzacz…
Sierpień 30th, 2009 at 10:51
Linka, miło Cię widzieć w moich skromnych progach :) Widzisz ile to przez te pięć lat się zmieniło? Człowiek głupieje na starość, czy coś… ;)
Sierpień 30th, 2009 at 16:56
Z jednym się nie zgodzę, jednego mi właśnie brakuje. Takiego wpadania „bo przechodziłam”. Jak nie było jeszcze komórek w powszechnym użyciu, to takie akcje częściej odchodziły. I ja lubiłam jak ktoś tak po prostu wpadł. Nie każdy ktoś, ale to się raczej wiedziało do kogo można.
Wrzesień 5th, 2009 at 01:05
Taaa… ludzie wpadali i dlatego wyż demograficzny mamy. Nie było komórek, youtuba i fejsbuka ludziom sie nudzilo to wpadali… ehh.