Majówka? A weź się!

Plany były. Dużo planów. Że rozdział napiszę, opaleniznę załapię, na bicyklu pojeżdżę i lektury nadrobię. Takie tam… pierdu pierdu.

Weekend, tak zwany, majowy zaczął się u mnie wtorkowym popołudniem mierzeniem gorączki, łykaniem aspiryny i rutinoscorbiny, bo podobno niewyraźnie wyglądałam. Środa zleciała mi na próbach wyrwania sobie migdałków, bo bolały. W czwartek z kolei bardzo chciałam pozbyć się nosa, który sam kichał i jak na złość nie chciał się wysmarkać raz a porządnie. W piątek naniosłam poprawki na 3/4 rozdziału. W sobotę walczyłam z bólem głowy. W niedzielę wygrałam.

Dziś skasowałam poprawki, które naniosłam w piątek, bo były do niczego i naniosłam je jeszcze raz. Napisałam 5 stron. Hurra!

Ani razu nie byłam na imprezie, ani razu się nie upiłam. Nie byłam też na żadnym grillu, pikniku czy innej plaży nad jeziorem. Nie poszłam też do kina, teatru, ani na Bulwar pić wino. Bida z nędzą.

Majówka jest przereklamowana. Od tego roku przestaje ją obchodzić, tak samo, jak Sylwestra.

  • Share/Bookmark

2 Responses to “Majówka? A weź się!”

  1. Yadis Says:

    Ja programowo nie obchodzę urodzin własnych, a właściwie to je obchodzę … szerokim łukiem

  2. mors Says:

    witam

    bynajmniej nie spedziliscie jej w pracy gdzie nuda wialo i wieje nadal „tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre” czy jakos tak to szlo ah te czasy byly i minely

    pozdrawiam

    Łukasz (MoRs) Mendyka

Leave a Reply