O „gównianej nucie” czyli reflekcje

Lubię podsłuchiwać ludzi. Nie znaczy to, że mam zboczenie,  po prostu ludzie mnie fascynują. Jeszcze bardziej fascynują mnie mądrości, które przekazują sobie w codziennych interakcjach.

I tak na przykład genialna wydała mi się rozmowa dwóch dziewczyn na przystanku autobusowym, gdy omawiały minioną weekendową imprezę, a konkretniej „długowłose przeciacho”, które obie wypatrzyły. „Przeciacho z ryja, ale jakiejś gównianej nuty słucha, wiec głupi i w moim rankingu odpada” – skwitowała piętnasto minutowe rozważania jedna z nich. Druga nie polemizowała. No tak. „Bo tylko moja jest nuta. I moja nuta jest bardziej mojsza niż twojsza, wiec moja nuta jest najmojsza!”.

Rozmowa ta przypomniała mi pewną sytuację z przeszłości, kiedy to żar lał się z nieba, a ja leżałam nad jednym z mazurskich jezior robiąc się na Halle Berry. Tymczasem dobiegła mnie rozmowa grupki ludzi, którzy głośno komentowali zielone sandałki jakiejś dziewczyny. Pchnięta ciekawością podniosłam głowę i gdyby nie fakt, ze byłam w pozycji pół leżącej, to z pewnością bym upadła. Przekonałam się w tedy, że tylko rasowi, wręcz ortodoksyjni  fani rocka nawet na plażę chodzą w  glanach.

Tak sobie wtedy pomyślałam, że kwestia dopasowania subkulturowego zaczęła już przekraczać granice normalności. Że niedługo ludzie zaczną postrzegać siebie poprzez pierdoły, typu rzucik na pidżamie. Jak z Pszczółką Mają, to fan Zbigniewa Wodeckiego. No bo prawdziwi fan załatwiłby sobie nocne wdziano co najmniej z Black Sabbath albo AC/DC. Do tego dla fanów poezji śpiewanej pościel z Grzegorzem Turnauem lub poduszka z klatkami z klipu Michała Zebrowskiego. Obowiązkowo z napisem „Jest taki wiatr…” i tak dalej. A wszystko po to, by każda nasza żywa komórka świadczyła o tym, jakiej muzyki słuchamy.

Zawsze myślałam, że muzyka jest rzeczą tak piękną i uniwersalną, że łączy a nie dzieli. Ale ja głupia i naiwna jestem.  I nie znam się wcale.

A pisze to dlatego, ze dziś zostałam wyzwana od dresiar i „dysko lasek”. Przepraszam. Teraz już wiem, że wychodząc rano do skleplu po jogurt muszę uprzednio walnąć pełny make-up, wskoczyć w szpile, albo przynajmniej w cichobiegi i dżinsy, bo inaczej zostanę zaszufladkowana jako fleja, co w brudnych dresach chodzi.

I jak tu kurde w kompleksy nie wpadać?

p.s. Wiecie może ile trzeba wypić herbaty pu-erh, żeby zrzucić 3 kilo?

p.s. 2. Czego słucham tak a propos? Popatrz w na prawo bystrzaku, a sie dowiesz. Między innymi.

  • Share/Bookmark

5 Responses to “O „gównianej nucie” czyli reflekcje”

  1. Episcopus Says:

    „Mam dwadzieścia dwa lata i ciągle nie mam prawa jazdy,
    Lecz dzięki temu jeżdżę autobusami, tramwajami,
    Ukochanym metrem, bo nie stać mnie na taxi,
    Lecz są to dla mnie podróże ekscytujące,
    Bo mogę podsłuchiwać rozmowy ludzi,
    Które mogą być pouczające.
    Wchodzą do metra, a raczej się pchają,
    A ja nasłuchuję, o czym Ci ludzie ze sobą rozmawiają.
    Jakieś młode panienki stoją naprzeciw mnie,
    Myślę, że z lat szesnaście najwyżej mają.
    Mówi jedna do drugiej „Tak się najebałam,
    Że gdy wróciłam do domu nad kiblem godzinę sterczałam.”
    Obracam głowę.
    Po drugiej stronie dwóch kolesi rozmawia ze sobą.
    Jeden do drugiego mówi „Wczoraj tak się najebałem,
    Że całą noc drogi do domu szukałem.”
    I takie prowadzi się rozmowy,
    To standard, chleb powszedni,
    Nie ważne czy rozmawiają
    Kobiety, mężczyźni, bogaci czy biedni.
    Starsi narzekają, powiadają jak ciężko na każdym kroku.
    Zamykam oczy i słyszę te same schematy:
    „Cześć, jak się czujesz, papa, trzymaj się.”
    Wszystko zmienia się w jedną wielką paplaninę
    Dosłownie o niczym takie bla bla bla. ”

    Fisz…Tak mi jakoś podpasowało.

  2. olga.letycja Says:

    „Za trzy złote bułka z błotem”.
    U Waglewskich talent do pisania tekstów jest chyba przekazywany w genach :)

  3. yadis Says:

    Też mam zboczenie podsłuchiwacza – nie potrafię jadąc tramwajem nie słuchać. czasem nieźle się uśmieję i czasem widzę też że inni sluchają moich rozmów i też nieźle się bawią. Ale generalnie rozmowy autobusowe to straszna sieczka, chociaż zdarzają się czasem istne perełki.

    A podział ze względu na rodzaj słuchanej muzyki zauważyłam już bardzo dawno, kiedy mieszkając w moim rodzinnym małym miasteczku słuchałam rzeczy niepopularnych i dotykał mnie on osobiście. teraz zamiast rozwodzić sie nad tym czego słucham jak ktoś mnie o to pyta charakteryzuję jedynie czego nie słucham. To wiele ułatwia :D

  4. YOGI Says:

    Pamiętasz jak wyglądam? Jak sie ubieram? A w duszy gra nuta gitarowego grania:):):):):):):) Im jestem starszy tym ostrzejszą lubię muzykę:) A wygląd… tak jak zawsze:)

  5. Bankowy Says:

    Blog dodaliśmy do ulubionych :) pozdrawiamy autora.

Leave a Reply