Syndrom Erasmusa

Czytelnicy moich pół-prywatnych historii zapewne wiedzą, że na emigracji/wygnaniu wcale nie było mi tak fajnie. Wręcz przeciwnie, było źle, toteż z uczuciem ulgi i z nieskrywaną radością wróciłam do kraju. I fantastycznie – z depresji, nieuzasadnionego strachu i nieprzespanych nocy wpadłam w stan euforii, wyluzowania i zasypiania w każdej możliwej pozycji. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie syndrom erasmusa. Nie wiem tak naprawdę, czy coś takiego istnieje, czy ktoś wcześniej miał takie cholernie dziwne uczucie, że to jeszcze nie koniec, że niby wszystko załatwiłam, jak należy, ale tylko czekam aż dostane maila “Frau Olga, musi się Pani stawić niezwłocznie w Studium International, bo … <i tu milion powodów>”. No i w takich sytuacjach wpadam w panikę, chcę się ukryć, zmienic nazwisko, poddać się operacji plastycznej, zamknąć się w stodole na popegeerowskiej wsi… wyjdę dopiero wtedy, jak zostanie mi zagwarantowane, że już nigdy nie będę musiała wsiąść do autobusu relacji Toruń-Getynga.

I jesli ktoś mi powie, że wyjeżdza z Polski, bo tu jest syf, a na Zachodzie jest miodzio, to powiem mu: “Spoko, jedź! Po dwóch tygodniach zatęsknisz za polskim syfem”. Zachód jest fajny… na wakacje. Ale mieszkanie tam, borykanie się z tamtymi problemami, bez rodziny, bez przyjaciół jest niefajne. Zwłaszcza, jesli zarabiasz w złotówkach, a wydajesz w euro.

Zresztą, teraz wszędzie jest kryzys. Więc jaka różnica?

  • Share/Bookmark

5 Responses to “Syndrom Erasmusa”

  1. S. Says:

    czyli parafrazując powiedzenie: “Wszędzie źle, ale w domu najmniej” ?

  2. olga.letycja Says:

    Mniej więcej tak to wygląda :)

  3. Niunia Says:

    It’s good to have you back sweetie :*

  4. Episcopus Says:

    a ja mam pozytywne wspomnienia z Moguncji:)
    Fakt – liczba, jeszcze wówczas, marek na głowę stanowiła fortunę i nie trzeba było
    dopłacać; po powrocie pół roku na sokratejskim garnku pożyłem w Toruniu…
    A co nakserowałem!!! Nie wiem, jak wróciłem z ośmioma przesiadkami i Wielką
    Pardubicką po polskiej stronie.
    Generalnie, zależy co się zostawia na te pół roku w kraju…

  5. olga.letycja Says:

    No właśnie, wiele rzeczy rozbija się o fundusze. Zwłaszcza w czasie nieprzyjaznego dla nas kursu walut. Za sukces mogę uznać jednak to, że przeżyłam. I fakt – nogi mało mi nie odpadły przy kserze, ale co literatury zebrałam, to moje :)

Leave a Reply