Archive for Marzec, 2009

O „gównianej nucie” czyli reflekcje

sobota, Marzec 28th, 2009

Lubię podsłuchiwać ludzi. Nie znaczy to, że mam zboczenie,  po prostu ludzie mnie fascynują. Jeszcze bardziej fascynują mnie mądrości, które przekazują sobie w codziennych interakcjach.

I tak na przykład genialna wydała mi się rozmowa dwóch dziewczyn na przystanku autobusowym, gdy omawiały minioną weekendową imprezę, a konkretniej „długowłose przeciacho”, które obie wypatrzyły. „Przeciacho z ryja, ale jakiejś gównianej nuty słucha, wiec głupi i w moim rankingu odpada” – skwitowała piętnasto minutowe rozważania jedna z nich. Druga nie polemizowała. No tak. „Bo tylko moja jest nuta. I moja nuta jest bardziej mojsza niż twojsza, wiec moja nuta jest najmojsza!”.

Rozmowa ta przypomniała mi pewną sytuację z przeszłości, kiedy to żar lał się z nieba, a ja leżałam nad jednym z mazurskich jezior robiąc się na Halle Berry. Tymczasem dobiegła mnie rozmowa grupki ludzi, którzy głośno komentowali zielone sandałki jakiejś dziewczyny. Pchnięta ciekawością podniosłam głowę i gdyby nie fakt, ze byłam w pozycji pół leżącej, to z pewnością bym upadła. Przekonałam się w tedy, że tylko rasowi, wręcz ortodoksyjni  fani rocka nawet na plażę chodzą w  glanach.

Tak sobie wtedy pomyślałam, że kwestia dopasowania subkulturowego zaczęła już przekraczać granice normalności. Że niedługo ludzie zaczną postrzegać siebie poprzez pierdoły, typu rzucik na pidżamie. Jak z Pszczółką Mają, to fan Zbigniewa Wodeckiego. No bo prawdziwi fan załatwiłby sobie nocne wdziano co najmniej z Black Sabbath albo AC/DC. Do tego dla fanów poezji śpiewanej pościel z Grzegorzem Turnauem lub poduszka z klatkami z klipu Michała Zebrowskiego. Obowiązkowo z napisem „Jest taki wiatr…” i tak dalej. A wszystko po to, by każda nasza żywa komórka świadczyła o tym, jakiej muzyki słuchamy.

Zawsze myślałam, że muzyka jest rzeczą tak piękną i uniwersalną, że łączy a nie dzieli. Ale ja głupia i naiwna jestem.  I nie znam się wcale.

A pisze to dlatego, ze dziś zostałam wyzwana od dresiar i „dysko lasek”. Przepraszam. Teraz już wiem, że wychodząc rano do skleplu po jogurt muszę uprzednio walnąć pełny make-up, wskoczyć w szpile, albo przynajmniej w cichobiegi i dżinsy, bo inaczej zostanę zaszufladkowana jako fleja, co w brudnych dresach chodzi.

I jak tu kurde w kompleksy nie wpadać?

p.s. Wiecie może ile trzeba wypić herbaty pu-erh, żeby zrzucić 3 kilo?

p.s. 2. Czego słucham tak a propos? Popatrz w na prawo bystrzaku, a sie dowiesz. Między innymi.

  • Share/Bookmark

Umarłam

piątek, Marzec 20th, 2009

Jeśli takie są standardy bezstresowego wychowywania dzieci, to ja poczekam z macierzyństwem. Może następna epoka będzie bardziej rozsądna?

O czym prawię? A o książce, która nakładem Wydawnictwa Santorskiego ukazała się na polskim rynku. Jest to książka dla maluchów, a dotyczy kupy. Tak, dobrze widzicie. Nie biegnijcie po okulary, nie sięgajcie po środki farmakologiczne. Oto najnowsze dziecko polskiego rynku wydawniczego:

mala-ksiazka-o-kupie_01 Jak to zobaczyłam w wiodącym sklepie internetowym, to wszystko mi opadło. Widząc coś takiego czuję się dokładnie tak, jak wtedy, gdy ktoś opowiada bardzo głupi dowcip. Ten ktoś mówi bardzo głośno licząc na to, ze jak skończy, ja padnę ze śmiechu. Ale kiedy po bardzo nieśmiesznej puencie on śmiejąc się z owego żartu zwraca na siebie uwagę całej restauracji, mi się robi tak jakby wstyd i jest mi głupio.

I tak było tym razem. „Co autor chciał przekazać?” – odwieczne pytanie Pań Polonistek. W tym wypadku wiele mądrości. „Kupa może być śladem. Na przykład w lesie”. „Zwierzęta robią kupę w różnych kształtach. Łatwo zauważyć różnicę”. „Wyobraźcie sobie, co by było gdyby wszystkie panie i wszyscy panowie zrobili kupę w jednym miejscu”. I tym podobne wywody.

Skany zrobił ktoś i wrzucił je tu. Szczególnie polecam ilustracje.

Enjoy!

  • Share/Bookmark

Jestem w kropce

wtorek, Marzec 17th, 2009

Na naszej klasie dostałam zaproszenie od profilu: WsZyStKi33 DzI33FffcCynKii W@rj()TyY koFFaN33 Buu$@@ :** ((WySylAjCie ZaPrOsZeNia))

Ma ktoś translator?

  • Share/Bookmark

Małe życzenia

środa, Marzec 11th, 2009

Gdyby ilość posiadanej wiedzy była wprost proporcjonalna do ilości zer na koncie a odwrotnie proporcjonalna do sumy włosów na głowie, to Donald Trump byłby przy moim Tacie biedakiem, a ja na urodziny oprócz życzeń, dostałabym częstotliwość FM z wyposażonym studiem radiowym i możliwością zatrudnienia kogo chcę,  słupki słuchalności nie tworzyłyby wytycznych programu a macki kolejnych rządów nie obejmowałyby mojego terytorium.

A na gwiazdkę statek – bo morze mam we krwi.

  • Share/Bookmark

Syndrom Erasmusa

poniedziałek, Marzec 9th, 2009

Czytelnicy moich pół-prywatnych historii zapewne wiedzą, że na emigracji/wygnaniu wcale nie było mi tak fajnie. Wręcz przeciwnie, było źle, toteż z uczuciem ulgi i z nieskrywaną radością wróciłam do kraju. I fantastycznie – z depresji, nieuzasadnionego strachu i nieprzespanych nocy wpadłam w stan euforii, wyluzowania i zasypiania w każdej możliwej pozycji. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie syndrom erasmusa. Nie wiem tak naprawdę, czy coś takiego istnieje, czy ktoś wcześniej miał takie cholernie dziwne uczucie, że to jeszcze nie koniec, że niby wszystko załatwiłam, jak należy, ale tylko czekam aż dostane maila „Frau Olga, musi się Pani stawić niezwłocznie w Studium International, bo … <i tu milion powodów>”. No i w takich sytuacjach wpadam w panikę, chcę się ukryć, zmienic nazwisko, poddać się operacji plastycznej, zamknąć się w stodole na popegeerowskiej wsi… wyjdę dopiero wtedy, jak zostanie mi zagwarantowane, że już nigdy nie będę musiała wsiąść do autobusu relacji Toruń-Getynga.

I jesli ktoś mi powie, że wyjeżdza z Polski, bo tu jest syf, a na Zachodzie jest miodzio, to powiem mu: „Spoko, jedź! Po dwóch tygodniach zatęsknisz za polskim syfem”. Zachód jest fajny… na wakacje. Ale mieszkanie tam, borykanie się z tamtymi problemami, bez rodziny, bez przyjaciół jest niefajne. Zwłaszcza, jesli zarabiasz w złotówkach, a wydajesz w euro.

Zresztą, teraz wszędzie jest kryzys. Więc jaka różnica?

  • Share/Bookmark