Myśli nieposkładane

Maj 6th, 2010

Trudno złapać balans między gorącem a przeszywającym ciało zimnem. Bo to jest tak, jakby serce było uśpione, jakby było w letargu jakimś. I nie czuje się nic, jest pustka.

Czy widzieliście kiedyś sztorm? Nagle zrywa się wiatr i staje się on niezrozumiały. Budzi niepokój, lęk, ale nie można przed nim uciec, bo jest to takie uczucie, że trzeba zostać w tym miejscu, zobaczyć to, odczuć na własnej skórze. Wszystkie emocje kumulują się, stają się niewypowiedzianą masą, potokiem, który musi gdzieś znaleźć ujście. I to przeświadczenie,  że zaraz nastąpi wybuch, nie ma odwrotu, nie ma wątpliwości. To jak morze, które z nagłą siłą rozbija się o falochron. I gniew miesza się z żalem, radością, smutkiem… i dzieję się magia! …

A po niespodziewanym huraganie przychodzi spokój, nadchodzi cisza. Niebo się oczyszcza i po jakimś czasie znów widać słońce…

HYBRID – FINISHED SYPHONY

… przesłuchajcie utwór.

Mi trochą czasu zajęło wysilenie się by zrozumieć pewne kwestie, może przez jego brak (czasu), może tez przez siły, które mnie opuściły, by zaangażować umysł w analizę…

…tak czy inaczej – music is power!

  • Share/Bookmark

Toruński Folklor Uliczny

Kwiecień 18th, 2010

Biega mi po głowie myśl, żeby uwiecznić sztukę uliczną Torunia, zanim ktoś postanowi, że czas odnowić elewację…

  • Share/Bookmark

10.04.2010

Kwiecień 10th, 2010

Poranny SMS: ” Imprezę to sobie dzisiaj chyba darujemy, co?”  Hmm, dzwonię:

- Ej, dlaczego?

- Telewizji nie oglądasz?

- No nie, w pracy jestem, w czym rzecz?

- Prezydent nie żyje…

… po dobrej godzinie dotarło do mnie, że to nie jest kiepski dowcip. Odświeżałam informacje co chwilę, chcąc być na bieżąco, ale wciąż nie wierzę w to, co czytam. Szok…

Siedząc w pracy gapiłam się przez witrynę i widziałam ludzi uśmiechniętych i radosnych, skupionych na swojej codzienności. Nic w ich zachowaniu nie świadczyło o tym, że właśnie dwie godziny temu wydarzyła się tragedia. Myślałam sobie: czyżby nie wiedzieli? może nie mają telewizji, radia nie słuchają, może od rana nie mieli na to czasu? może ich to nie obchodzi? …

Obserwując ludzi przechodzących ulicą Szeroką w tym pięknym mieście, w ten smutny dzień zdałam sobie sprawę, że mimo tragedii, która właśnie dotknęła elity naszego kraju, życie „zwykłych” ludzi nadal toczy się wokół shopingu i dylematu „która bluzeczka jest fajniejsza”, babskich ploteczek i rozważań typu: „jak dziś zamkną knajpy, to ja to ku’wa wszystko pier’le, nie głosowałem na niego, nie?”.

Obserwując to przez dystans długości sklepu i lady zaczęłam sobie zadawać pytanie, skąd w ludziach taka obojętność i znieczulica? Można nie zgadzać się z poglądami i działaniami śp. Lecha Kaczyńskiego, można go nawet nie lubić, ale na litość – przecież zginął Prezydent Reczypospolitej Polskiej, a wraz z nim ogromna część najważniejszych ludzi w Polsce! Czy to nie są powody do (chociażby) refleksji, zadumy, zwątpienia i strachu „co dalej z Polską?”  Gdzieś usłyszałam słowa: „Nie dajmy się zwariować” – nie rozumiem tego. Ja wariuję od rana. Bo…

… zwykłam cwaniakować i gwizdać na wszelkie świętości, bagatelizować sprawy. Coś się chyba jednak zmieniło, bo dzisiaj czuję wstyd, nie umiem się pozbierać. I pozostanę niepozbierana aż do odwołania.

  • Share/Bookmark

Mój plan wakacyjno-wypoczynkowy na rok 2010

Kwiecień 5th, 2010

fot. Wymyślił i narysował Marek Raczkowski

p.s. jak mi wróci błyskotliwość i lotność umysłu, to napiszę coś z sensem, aj promis :)

  • Share/Bookmark

Kobieta pracująca, czyli czejndżes

Marzec 18th, 2010

Z kobiety bezrobotnej stałam się kobietą pracującą. Nie rozumiem tego stanu. Do tej pory było tak, że wstawałam, jak mi się chciało. Jeśli dzień wcześniej urządzałam „ladies drama”, to nie wstawałam wcale. Ot, taka babska fanaberia. Do tej pory było też tak, że robiłam coś, jak mi się chciało. Rzecz jasna „after ladies drama” nie robiłam nic. Sielanka.

Nadszedł jednak czas ogarnięcia kuwety. No to ogarniam.

Dziś pobudka o 8.00, szybkie ablucje i kawka. Ponieważ zmiany zachodzą w moim życiu, postanowiłam też zjeść śniadanie w formie małej kanapki. Może z czasem dojdę do pełnowartościowego posiłku o poranku, ale przecież nic na siłę, nie? Potem ząbki, buciki, ajpodzik obowiązkowo na uszy i w drogę. Punkt 10.00 odhaczam listę w pracy i jak z bicza trzasł robi się 19.00. W między czasie tak zwanym, wypijam dwa litry niegazowanej i wciągam ze smakiem wątróbkę w Metro. Wracam do domu o zmierzchu z Leszkiem w torebce modląc się, żeby nikt nic już ode mnie nie chciał. Nikt nic nie chce, więc odprawiam ablucje, oglądam CSI Miami, opróżniam Leszka z rozkoszą i płodzę marnej jakości wpis na blogu. Budzik na jutro nastawiony na 7.45 – daję sobie piętnaście dodatkowych minut na prasowanie koszuli i rozważenie opcji skonsumowania dwóch kanapek z rana. Przed snem kontrolnie sprawdzam stan zaopatrzenia chlebaka, co by nie doznać uczucia dyskomfortu o świcie. Odpędzam od siebie złe myśli. Te dobre, ale niewłaściwe w swej istocie też odpędzam.

Póki co kuweta jest w miarę ogarnięta. Jeszcze trochę śmierdzi, ale po pierwszej wypłacie wymienię piaseczek na nowy i będzie cacy.

  • Share/Bookmark