Mam moc, mam moc!
Sierpień 10th, 2010Starzeję się. Eureka!
Wokół mnie zaczęło się parowanie, zaręczanie, ślubów branie, dzieci rodzenie. Jest to ewidentny znak nadejścia nowych czasów. Nie czuję presji, jednak przyznaję, że od kiedy dwudziecha piątka na karczycho mi wsiadła, trochę zaczęłam się zastanawiać, że już czas przestać przebywać jedynie w towarzystwie Pana Żubra i Zimnego Lecha*, chociaż nie powiem – towarzystwo zacne.
W związku z powyższym kilka dni temu zatopiłam się po uszy w refleksji i wykoncypowałam, że to najodpowiedniejszy moment na zmiany. Poważne. A ze rozsądna z natury jestem (proszę przestać się śmiać) zrobiłam uprzednio wywiad w terenie i odebrałam informację, że akcja przeze mnie planowana ma realną szansę realizacji. Z tą wiedzą zabrałam się za ogarnięcie szczegółów. Zaopatrzona w niezbędne akcesoria zaczęłam pozbywać się tego, co mi nie wadzi, ale też do szczęścia potrzebne nie jest. Trochę czasu to zajmie, bo skonstatowałam, żem otoczona duperelami do granic możliwości. Prawdopodobnie i tak nie zmieszczę dobytku mego do worka na patyku, jak to zwykł czynić Włóczykij, no ale trudno… Butów nie wyrzucę. Żadnych!!
Ale za to naprawię światło w łazience, pomaluję ściany i jak dobrze pójdzie, to na koniec września będę gotowa. I nie wiem czy istnieje siła, która mogłaby mnie powstrzymać.
Peace!
*wszyscy, którzy mają z tym stwierdzeniem niezdrowe skojarzenia, niech wytrzeźwieją i spadają bronić krzyża.


